Rycerze Jedi z garażu

0
898
views

Jesteśmy jak rycerze Jedi, w tym garażu wszyscy są padawanami. Jest z nami Luke Skywalker, dla niego nie ma rzeczy niemożliwych. Mistrz Yoda wie wszystko.

Tak wchodzimy na wyższy poziom wtajemniczenia, godzina po godzinie, dzień po dniu. Dwieście godzin pracy w warsztacie dało nam więcej niż rok akademii.

Uczniowie dwóch wydziałów Politechniki Warszawskiej oraz Szkoły Głównej Handlowej postanowili zbudować samodzielnie bolid, taki jak w Formule 1. Gotowy pojazd wystawią na zawodach młodych konstruktorów „Formula Student” na Włoskim torze Varano de' Melegari.

Ekipa z Warszawskiej politechniki liczy pięć osób

– Dołączyliśmy rok temu. Pracujemy, wpisując godziny w grafik. A kto wyjedzie na zawody do Włoch? Zobaczymy. Ważne, by w ogóle wystartować, to już będzie sukces – mówi mechanik, Piotr Gugała.

Mechanicy zajmują się rzemiosłem, które inżynierom odbierało by cenny czas. A czasu, jak i funduszy, jest coraz mniej. Mechanicy-Padawani szlifują ręcznie łopatki zmiany biegów, czekając, aż inny team zakończy prace nad silnikiem. W zespole jak i w samochodzie wszystkie układy są powiązane, jeden zależy od drugiego.

Mateusz Gugała, kierownik projektu opowiada rzeczowo, jest skupiony na pracy i nie chce zgadywać jak wypadną w pięciu konkurencjach.  Nie boi się wypadku. Ten nie jest groźny, nie w tym wyścigu, na tak krętym torze. Zdarzało się, że komuś urwało koło, w innym zespole zapłonął  silnik. Jest inżynierem, nie martwią go czarne scenariusze, lecz liczby.

Zaledwie kilku z nich wyjedzie na wrześniową imprezę „Formuła Student 2012”. Na torze w Varano  rywalizować będzie 60 ekip z całej Europy. Każda z nich wystawia swój pojazd. – Najważniejsze by tam się znaleźć, nawet w 10 osób. A jak już tam będziemy? To niech moc będzie z nami.

Skonstruowali samochód za 300 tysięcy

– Zrobienie wyścigówki za 300 tysięcy to jest nic – mówi Mateusz. Pracując zgodnie ze zwyczajami wielkich koncernów nie zdołalibyśmy opłacić wstępnego projektu samochodu.

Mają jedynie dwa komplety opon, a potrzebnych jest pięć. Dwa profesjonalne kombinezony wyścigowe, to za mało. Nie wiadomo ile osób zdoła wyjechać za granicę. Marcin podchodzi do prototypu i pokazuje mi wiązkę różnobarwnych przewodów. – Nad każdym splotem przewodów w profesjonalnej firmie siedzi pięć osób. U nas za cały projekt odpowiada około 40.

Patrzę na silnik, może on rozpędzić samochód do prędkości 220 km na godzinę. 

Bolid jak w formule 1

Zmodyfikowana jednostka napędowa Hondy CBR 600. Nowy kompresor, cały układ dolotowy wykonany w technice rapid prototechinic, drukowanie w 3d. – To wszystko praca młodego zespołu – opowiada kierownik projektu Mateusz Gugała. – Układ wydechowy też jest nowy, jak i system sterowania sprzęgłem, układ zmiany biegów, cały komputer sterujący – słyszę od Mateusza.

Dziwi mnie jak wiele układów scalonych w tak malutkim, wydawało by się prostym samochodzie.

W miarę jak zespół opowiada mi o bolidzie, zmienia się moje wyobrażenie o nim. Teraz to naszpikowany elektroniką ścigacz. Na kierownicy zamontują wyświetlacz, na którym kierowca odczyta prędkość, czy informacje kiedy zmienić bieg. System kontroli startu zadba o to, by uniknąć poślizgu przy nabieraniu prędkości.

Nikt nie chce być Kubicą

Pięciu usiądzie za kółkiem, zasady zawodów wykluczają udział kierowców zawodowych.

Konkurs to nie tylko typowe zawody, pełna procedura jest  złożona. Wpierw konkurencje statyczne: analiza kosztów i prezentacja biznesowa. Po niej następuje najbardziej emocjonująca konkurencja, wyścigi na torze. O tej części mało który z Jedi wypowiadał się entuzjastycznie. Na kierowcy ciążyć będzie ogromna odpowiedzialność.

Żaden z członków zespołu nie jest profesjonalistą, a w tej części zawodów nastąpi sportowa walka: wyścig, test przyśpieszenia, test przyczepności bocznej, czyli sprawdzanie stabilności pojazdu.

Kierowców wytypowali spośród członków zespołu. Na początku ćwiczyć będą jazdę na gokartach. Najszybsi z nich poprowadzą bolid na profesjonalnym torze. – Nikt z nas nie myśli o karierze Kubicy, ściganie się to zwieńczenie naszej wielomiesięcznej pracy, a ta dla nas jest większym wyzwaniem.

Wydaje się, że zwycięstwo w konkurencji statycznej na najbardziej oszczędny bolid mają już w kieszeni. Wszytko inne stoi pod znakiem zapytania.

Ernest Lindberg