Polska – Litwa – dwa bratanki?

0
924
views

Chyba nie ma w Europie dwóch krajów, które by tak słabo ze sobą współpracowały. Mowa oczywiście o Polsce i Litwie. Dwa wspaniałe narody i wspólnie pisana przeszłość.
Na razie nie widać możliwości dopisywania kolejnych rozdziałów. Ta wspólna historia była czymś dobrym i unikalnym, to przeszłość współpracy. Mająca swoje wzloty i upadki, ale przecież to sprawia, że ta współpraca była naturalna. Dwa kraje, które kiedyś były niesamowicie blisko, a teraz są niesamowicie daleko.

Pomimo dzielenia wspólnej granicy.
Historia lubi się powtarzać i jeśli się jej przyjrzeć, tuż po powstaniu niepodłego państwa polskiego po 123 latach rozbiorów oraz niepodległej Litwy stosunki między tymi krajami były gorzej niż lodowate. Jedyną przeszkodą do wojny były olbrzymie straty jakie poniosły oba kraje podczas przechodzenia frontów pierwszej wojny światowej.

Potem Polska odebrała Litwie Wilno (słynny „bunt generała Żelichowskiego”) – które to uważano tam za kolebkę państwowości oraz stolicę. Przez większość okresu międzywojennego napięcie między krajami było tak wielkie, że państwa te nie utrzymywały ze sobą żadnych stosunków. Dopiero groźba wojny, którą postraszono Litwę zaowocowała nawiązaniem podstawowych stosunków międzypaństwowych. Wcześniej nie było połączeń kolejowych, ani wymiany poczty między krajami. Niestety sposób w jaki nawiązano te stosunki żywo przypominał metodę faktów dokonanych tworzoną przez Hitlera w sąsiednich Niemczech.

Po upadku „żelaznej kurtyny” oraz rozpadzie ZSRR ponownie odrodziła się Litwa, wraz z pozostałymi republikami bałtyckimi. Polska odzyskała pełnię swojej suwerenności. W spuściźnie po przeszłości na Litwie pozostała całkiem spora mniejszość Polska, która w końcu mogła pokazać swoją odrębność. I znów zaczęły się kłopoty, które trwają do dziś – a to zamykanie polskojęzycznych szkół, a to problemy z podwójnym nazewnictwem.

Kolejne rządy nie potrafiły tego problemu rozwiązać. I to jest chyba największa porażka polskiej dyplomacji ostatniego demokratycznego dwudziestolecia. A przecież oprócz historii łączy nas wiele spraw. Mamy podobne jak Litwini poglądy. Podobne potrzeby i obawy. Podobne aspiracje. Oba kraje mają nie tylko wspólną granicę, ale także oba należą do Unii Europejskiej i do NATO. To powinno pomagać w zacieśnianiu stosunków, jednak z jakiegoś powodu tak się nie dzieje.

Nie wiem dlaczego z Czechami udało się jakoś stosunki sąsiedzkie doprowadzić na bardziej zadowalający stan. A przecież też mamy problemy, powiedziałbym historyczne. Też mieszka w Czechach mniejszość polska. To chyba nie może być tylko sprawa pragmatyzmu Czechów.

Polscy parlamentarzyści mówią od lat, że piłka jest po drugiej stronie boiska, mając na myśli, że to tylko Litwini są winni takiej sytuacji. To nie może być do końca prawda. Nie śmiem proponować rozwiązania siłowego, takiego jakie zostało użyte w latach międzywojennych – po pomimo dobrych intencji, był to zwykły szantaż. Albo jak by to dziś powiedziano – bulling.

Nie wiem co dokładnie trzeba zrobić. Ale coś trzeba. To nie może być tak, żeby dwa demokratyczne państwa nie były w stanie zadbać o swoich obywateli, żeby nie mogły się porozumieć. Czas już wreszcie skończyć ten stan rzeczy. Najwyższa pora, żeby Polacy na Litwie mieli takie same prawa jak Litwini w Polsce.

Czy nowy polski prezydent, którego rodzina pochodzi właśnie z Litwy będzie miał więcej sukcesów od poprzedników? Czas pokaże, natomiast jeśli macie jakieś propozycje, co może Polska zrobić, zapraszam do podzielenia się.

 

www.ZielonyDziennik.pl, Artur Pomper