Dziennik emigranta: rewolucja arabska… ciąg dalszy?

0
926
views

20.06.2011 Torquay
Dziennik emigranta: Libia, czy coś tam się dzieje? Arabska wiosna ludów zatrzymana?
Czy coś się dzieje w Libii? Tak. Kadafi wciąż się mocno trzyma, rebelianci wciąż mocno się bronią.

Europa się przygląda i debatuje. Tylko Radek Sikorski przeleciał się w tamtą stronę globu, żeby pokazać, że nie zapomnieliśmy o nich. Ale to dość pusty gest. Polska nic tam nie może. Nie mamy czym, a pewnie też i za co. Bo to wszystko kosztuje. W podobnej sytuacji jest cała Europa. Oprócz Niemiec, które wstrzymały się od rezolucji razem z doborowym towarzystwem, słynnym z poszanowania praw człowieka – Rosji i Chiny. Na razie rebelianci libijscy oświadczyli, że udało im się wyłączyć jeden z większych ropociągów transportujących ropę z wnętrza kraju na wybrzeże. Jeszcze nikt nie potwierdził tej informacji. Kadafi nadal walczy. A Europa wciąż zastanawia się jak pomóc. Brytyjczycy i Francuzi obiecali śmigłowce, które byłyby dużą pomocą dla rebeliantów, ale tych jeszcze nie ma. ONZ przedłużył trwanie rezolucji umożliwiającej atak z powietrza.

Najwyraźniej Kadafi przyjrzał się uważnie co się działo w sąsiednich Egipcie i Tunezji. Dziś Tunezyjczycy skazali zaocznie swojego byłego prezydenta na 35 lat więzienia oraz 65,6 milina dolarów kary. Zaocznie, bo prezydent uciekł i ukrywa się w Arabii Saudyjskiej, skąd wcale nie zamierza wyjeżdżać. Wszędzie indziej jest persona non grata. Myślę, że mu się należy. W domach prezydenta i jego rodziny odnaleziono broń oraz – bagatela – 27 milionach dolarów w gotówce. Mały zapasik, na czarną godzinę? Pewnie tak. Ale jego przykład na pewno dał do myślenia panu Kadafiemu. On przez tyle lat miał kontakty ze światem przestępczym, terrorystami i innymi, że na pewno pomogło mu to zachomikować pieniądze. I to całą masę pieniędzy. Na tyle, że wciąż jest w stanie opłacać najemników. Owszem ma on jeszcze poparcie w kraju, ale tylko wśród swojego plemienia. Oni się boją, że wszystko zostanie im odebrane, dlatego wciąż z nim walczą. Więc Kadafi wciąż się broni. Najwyraźniej wciąż ma czym i za co. Rebelianci modlą się o obiecane śmigłowce, a te nie nadlatują. Włosi oskarżają prezydenta Francji, Sarkozego, o to, że wywołał wojnę (czy też pomoc militarną) żeby odciąć Włochów od ropy i gazu libijskiego i zgarnąć kontrakty dla francuskich firm. Może to tylko lobby prolibijskie we Francji? Nic mnie już nie zdziwi. Co chwila pojawiają się pogłoski, że Brytyjczycy i Francuzi proszą Amerykanów o dostawę uzbrojenia, bo im się kończy. Paranoja! Dwa kraje, jedne z najbogatszych na świecie nie mają wystarczająco rakiet, czy czegoś tam. Śmiech! W Wielkiej Brytanii najwyżsi rangą dowódcy wprost obwiniają koalicję premiera Camerona, że to wszystko się dzieje przez cięcia jakie rząd robił na armii w zeszłym roku. Przypomnę zezłomowano wtedy Ark Royal – lotniskowiec brytyjski. I nie ma go czym zastąpić, zamrożono też pracę nad jego następcą. Francuzi pewnie wcale nie są w lepszej kondycji. Ich jedyny lotniskowiec Charles de Gaule wciąż się psuje. W końcu jest to prototyp, który nigdy nie był sprawdzony w walce.

Co z wiosną arabską? Na spokój, choć coraz mniej ciekawe pogłoski dochodzą z Syrii. Turcy obawiają się zewnętrznej akcji militarnej i ostrzegali niedawno sąsiada. Osiem i pół tysiąca syryjskich uchodźców już jest po tureckiej stronie granicy, a rząd przygotowuje nowe miejsca dla kolejnych. Największa fala uchodźców przybyła po ataku na bliskie granicy tureckiej miasto Dżisr al-Szugur – ważny węzeł komunikacyjny – gdy wojska rządowe ostrzelały to pięćdziesięcio tysięczne miasto. Na razie USA żąda od prezydenta Syrii reform. Amerykanie najwyraźniej nie mogą sobie pozwolić na kolejną interwencje. A jak widać na przykładzie Libii, żaden z europejskich sojuszników sam tego w stanie nie jest zrobić. Sytuacja jest więc patowa, a reżim prezydenta Baszara el-Sada nadal się trzyma, pomimo około 1300 – 1500 ofiar śmiertelnych tej niemrawej rewolucji. Brytyjczycy wezwali do opuszczenia Syrii swoim obywatelom lotami komercyjnymi, na razie nie mówi się o ewakuacji, ale z pewnością są rozważane takie możliwości. A syryjscy opozycjoniści utworzyli konkurencyjną do rządu Radę Narodową.
Coś tam też musi się zmienić. Podobnie w Jemenie, gdzie prezydent Ali Abd Allah Salah przeżył zamach, ale jest na leczeniu w sąsiedniej Arabii Saudyjskiej a jego miejsce zajął wiceprezydent.
Rewolucja Arabska ma się dobrze tylko w Tunezji i Egipcie, bo stamtąd nie dochodzą do nas żadne wieści. W tym przypadku brak wiadomości to dobra wiadomość. Nie zapominajmy o Bahrajnie. To mikroskopijne państwo w Zatoce Perskiej jest niezmierne ważne dla stabilności w regionie, choćby z tego powodu, że stacjonuje tutaj amerykańska piąta flota. Amerykańska baza jest też centrum do walki w Iraku i Afganistanie. Pewnie to dlatego Amerykanie nic nie mówią szejkowi, który po cichu usuwa opozycję, po tym jak Arabia Saudyjska przyszła im z bratnią pomocą. W rozprawieniu się z rebeliantami zbierającymi się niegdyś w centrum stolicy. Znowu wychodzą podwójne standardy Zachodu. Syria jako główny sojusznik Iranu dostaje ultimatum, Bahrajn sojusznik Ameryki – robi co chce. Rewolucja Arabska?

Artur Pomper