Dziennik emigranta: autobiografia Andree Agassiego

0
762
views

14.08.2011 Torquay
Dziennik emigranta: autobiografia Andree Agassiego
Nie jestem wielkim fanem sportu. Nie uprawiam żadnego, oprócz szachów (a i to zbyt rzadko).

Nie lubię też oglądać sportu w telewizji (nie mam telewizora), nie chodzę do pubów oglądać meczów ani nić podobnego w żadnym guście. Nie, że nie lubię. Ale po prostu wolę spędzać czas inaczej. Nie zawsze rozumiem całe to zaangażowanie w sport, czy oglądanie ulubionej drużyny – ale dopóki ktoś mi nie przeszkadza – ja nie mam żadnych problemów z zaakceptowaniem tego, że inni ludzie mogą mieć inne zainteresowania czy hobby. Jak wspomniałem nie oglądam i nigdy nie oglądałem też żadnego sportu, poza jednym wyjątkiem. Tenis. Na tenis byłem w stanie poświęcić trochę czasu. Ale bez fanatyzmu. I nie za wiele. Jeszcze kilka lat temu znałem większość liczących (to znaczy czynnych graczy) się nazwisk w tym sporcie. Dlatego też, gdy zobaczyłem autobiografię Andree Agassiego „Open” tym chętniej ją kupiłem.

Muszę przyznać się bez bicia, że od momentu kupna – do przeczytania minęło trochę czasu. Zwykle bardziej interesuje mnie przeczytanie książek, które mogę pożyczyć. Ale tym razem – postanowiłem wziąć się za coś zupełnie innego. I jakże pozytywnie mnie pan Agassi zaskoczył. Jego autobiografia jest świetnie napisana. Absolutnie rewelacyjnie. Jednak to co najważniejsze jest niezmiernie ciekawa. Agassi stwierdza w niej, że pamięta każdy z ponad tysiąca meczy rozegranych w swojej profesjonalnej karierze. I o kilkudziesięciu z nich barwnie opowiada. Nie tylko o zwycięstwach, ale także o porażkach. Bo Agassi ma dużo ich na koncie, jednych i drugich. Można dzięki książce poznać też jego największych przeciwników: Peta Samprasa czy Borisa Beckera, a także nazwiska tych znacznie młodszych od niego graczy – jak Federera, czy Rafaela Nadala. Szkoda, że nie ma tam polskich nazwisk, ale dopiero od niedawna, po długiej przerwie, mamy zawodników liczących się w tym sporcie.

Agassi opowiada o jego wielkich marzeniach i wielkich porażkach. Na korcie i poza nim. Dowiadujemy się jak poznał obydwie swoje żony – Brookie Shields (modelkę i aktorkę) oraz tenisistkę – jedną z najlepszych w świecie, w całej historii tej dyscypliny – Niemkę Steffi Graf. Andree mówi o swoich fascynacjach (Brookie Shields byłą jego jeszcze nastoletnią fascynacją – jest od niego parę lat starsza.) Niezwykle ciekawy jest wątek jego włosów – Agassi zaczął łysieć w bardzo młodym wieku – jak sam przyznał – to rodzinna klątwa. Nie tylko ojciec na nią cierpiał, ale także starszy brat. Interesujące i czasem śmieszne są opowieści o jego próbach maskowania problemu, oraz o momencie metamorfozy – gdy ściął je prawie na zero. To był szok dla jego fanów. Agassi mówi także o swoich rebeliach – w sposobie ubierania (znak firmowy to dzinsowe krótkie spodenki), który kopiowali jego fani – kobiety i mężczyźni.

Książka wywołała poruszenie dwoma sprawami. Po pierwsze tenisista podkreśla wielokrotnie jak bardzo… nienawidzi tego sportu. To głównie dlatego, że według niego jest to bardzo samotny sport. Druga przyczyna to fakt, że on nigdy nie chciał uprawiać tego sportu. Został do niego zmuszony przez ojca. Nigdy nie pytano się go o zdanie. Owszem sprawiało mu dużą frajdę, gdy wygrywał, ale znacznie bardziej bolały go porażki. Znacznie bardziej. Jego ojciec był fanatykiem. W momencie gdy urodziły się jego dzieci postanowił on, że zostaną one profesjonalnymi zawodnikami – tenisistami. A mały Andree miał więcej talentu niż jego rodzeństwo. Jego ojciec znalazł dom z dużym ogrodem – na tyle dużym, żeby wybudować kort tenisowy (sam Agassi i jego żona, również tenisistka – Steffi Graf nie mają kortu tenisowego w ich domu), żeby ćwiczyć swoje dzieci. Skonstruował też maszynę do wystrzeliwania piłek, tak żeby dzieci mogły ćwiczyć. I codziennie Andre musiał odbić 2500 piłek dziennie, czyli prawie milion rocznie. A jeśli tego nie zrobił.. to czekała go za to kara. W wieku trzynastu lat pojechał na Florydę (3000 kilometrów od domu w Las Vegas), żeby uczyć się w profesjonalnej akademii tenisa. Trzy lata później rozpoczął zawodową karierę – pełną pysznych zwycięstw i gorzkich (a czasem bolesnych) porażek. I wtedy poznała go publiczność i krytycy. Krytycy, którzy jakoś nigdy nie umieli go rozgryźć, a ciągle uprzykrzali mu życie. Bo tenis, tak jak większość sportów wyczynowych nie jest tylko wypadkową sprawności fizycznej. Równie ważna jest psychika sportowca. A czasem nawet ważniejsza.

Druga kontrowersja w tej autobiografii, to sprawa używania substancji niedozwolonych – ale o tym wątku, jeśli chcecie – przeczytajcie sobie sami. Autobiografia Agassiego, który skończył swoją edukację w młodym wieku (żeby koncentrować się na sporcie) zadziwiająco łatwo się czyta. Świetna robota.

Autobiografia Andre Agassiego „Open” – polecam gorąco
Artur Pomper