Wybory – sukcesy i porażki

0
687
views

Wybory, wybory i po wyborach. Nareszcie! Wiele rzeczy zdarzyło się po raz pierwszy podczas tych wyborach. Po pierwsze wygrał urzędujący premier – po raz pierwszy od ponad dwudziestu lat WOLNEJ POLSKI.

W dwudziestoleciu międzywojennym też nikomu się to nie udało. Tusk jest więc pierwszym premierem Polski wybranym na drugą kadencję. To jest gigantyczny sukces. Jeszcze większym sukcesem jest styl (czytaj wynik) w jakim on wygrał. 10 procent więcej poparcia nad swoim arcy-rywalem – to jest dopiero sukces. Co na to przegrany? „Na razie nie będzie w Warszawie Budapesztu”. Z niżej podpisany czego niezmiernie się cieszy.

Ekspremier stwierdził, że skoro większość Polaków nie podziela jego zdania na temat rzeczywistości, to z pewnością oni są w błędzie. Chciałbym sprowadzić prezesa (Papryki i Salami – zobaczcie w internecie) na ziemię. Może trzeba sobie do głowy wziąć taką myśl – skoro miliony myślą inaczej – może te miliony mają rację. Oczywiście prezes nie ma zamiaru dotrzymać słowa – 4 lata temu obiecywał, że jak te wybory przegra, to odejdzie i ustąpi pola komuś młodszemu.
Jak dobrze wiedzą Ci, którzy czytali moje wypowiedzi przez ostatnie dziewięć miesięcy daleko mi do PiS, ale wcale nie bliżej do Platformy. Cieszę się, że to Tusk wygrał, ale tylko dlatego, że alternatywa była o wiele bardziej przykra. Może nie byłbym tak melodramatyczny jak Witkacy na wieść, że Ruscy 17 września 1939 roku weszli do Polski, ale z pewnością byłbym zdruzgotany gdyby prezes Kaczyński i jego banda wygrali. Wygrał, na szczęście Tusk, ale to szczęście nie jest pewne. Ci, którzy czytali moje skromne wypociny wiedzą również, że nie widzę nikogo na polskiej scenie politycznej, który zapewnił by mi pełnię szczęścia. Może sam powinienem spróbować?

Sensacji jest więcej. Po pierwsze i jednocześnie po drugie Palikot. Oczywiście wraz z SLD. Olbrzymi sukces Palikota – nagle trzeciego polityka w Polsce, który swoim nazwiskiem i pieniędzmi w ciągu niecałego roku stworzył partię masową. I jednoczesna porażka, niegdyś rządzącej SLD. Grzegorz Napieralski już mówi, że odchodzi. Ale to jedyne honorowe wyjście z sytuacji. Na pocieszenie pozostanie mu fotel posła. Po śmiesznym wyniku partii SLD musi się przeobrazić, żeby nie zniknąć zupełnie. A to jest możliwe. Pomnożenie poprzez podzielenie widzieliśmy już wielokrotnie. Problemy partii, oraz błędy kadrowe Napieralskiego pokazały rzeczywistą siłę polskiej lewicy. To Palikot nie dość, że przejął przynajmniej dwoje ważnych polityków – kandydatkę kobiet, oraz Pierwszego Geja Rzeczpospolitej, to jeszcze przywłaszczył sobie hasła polityczne lewicy, a co więcej – ludzie to kupuli. Świetna robota pana Tymochowicza. Kiedyś pomagał Lepperowi, teraz Palikotowi – z podobnym skutkiem. Brawo!

Z rzeczy nieoczekiwanych – całkiem niezły wynik koalicjanta – PSL to czwarta siła w Polsce. Czyli miejsce obronione. Jest więc duże prawdopodobieństwo, że Pawlak zostanie wicepremierem. Ach te rządowe posadki. Ludowcy (i nie tylko!) je uwielbiają. Czytałem kiedyś wywiad z premierem Pawlakiem. Dziennikarz zapytał go, co po wyborach. On na to: będziemy w koalicji rządowej. Dziennikarz: a z kim? Jak to z kim – odparł prezes PSL – z tym kto wygra. Nieważne z kim.
Cokolwiek mówić o PSL, którego wyniki znacznie wyprzedziły badania sondażowe – to oni zawsze się umieli dogadać. Przecież od jakiegoś czasu, są nieodzownym koalicjantem. Dwa razy z SLD, raz Platformą. I o ile nic się nie zmieni znów będą tworzyć rządową koalicję. Ciekawe jak to oni robią, skoro innym się nie udaje?

Z porażek i zwycięstw. Porażek najwięcej zanotował PiS – choćby słynne aniołki Kaczyńskiego. Miała rację Jolanta Kluzik- Rostowska, że one nic nie wniosą do kampanii, tylko swoją urodę. Co do samej pani Rostowskiej – 24 tysiące głosów to wynik przyzwoity, ale wcale nie taki dobry jakby ona chciała – gdyby nie dobry wynik formacji mandatu by ta pani nie dostała. Zupełnie tak jak przewidziałem PJN okazała się łajbą do zatonięcia. Pani Rostowska wysiadła z niej we właściwym momencie. Podobnie jak się stało z mr Arłukowiczem (mam nadzieję, że poprawnie piszę jego nazwisko) pokonał on w cuglach Napieralskiego (w którego formacji się przebił na fotel poselski, a potem uciekł). Czyli podwójna porażka SLD i Napieralskiego. Nie dość, że fatalny wynik, to jeszcze przegrana z byłym partyjnym kolegą. Podobnie w Warszawie – Kalisz zajmujący zaledwie czwarte miejsce. A to najokrąglejsza twarz lewicy po-Kwaśniewskiej i chyba najbardziej przyjazna. Olaboga. Ale nic się nie dzieje bez powodu. Najpierw wyrzucono Biedronia (który tylko nieznacznie przegrał z kolejnym ekspremierem Millerem) w Gdyni, a potem ta pani od ruchu kobiet – wypadło mi nazwisko. A jeszcze wcześniej zesłania Olejniczaka do Brukseli. Nie dziwota że to musiało się zawalić. Ciekawe co teraz? Powrócą starzy wyjadacze? Cimoszewicz? Miller (został posłem z Gdyni pokonując o paręset głosów Biedronia)

Z nowości to jeszcze pierwszy polski polityk otwarcie przyznający się do swojej odmienności seksualnej, oraz kobieta, która niegdyś była mężczyzną. Wszystko dzięki Palikotowi. Niesłychane. Może coś rzeczywiście się w Polsce zmienia? Ja nie miałbym nic przeciwko. Najwyższa pora!

www.ZielonyDziennik.pl, Artur Pomper