Spółka z.o.o, artyści, zespół eksperta i partnerzy

0
763
views

Drużyny otrzymały do dyspozycji te same klocki Lego, oprogramowanie i wsparcie przy budowaniu robotów. O wyniku zadecydowała różna organizacja.

Dzieci były uczestnikami warsztatów RoboCAMP. W trakcie tygodniowego cyklu zajęć samodzielnie zbudowały i zaprogramowały sumo-roboty, które stoczyły ze sobą pojedynki. Każdy walczył z każdym. Warsztaty trwały od 6 do 10 sierpnia w Warszawie.

Zespół artystów

Najbardziej nietypową drużyną byli Igor i Zosia. Oboje o piegowatych, figlarnych buziach, swoim zachowaniem pokazali, jak może wyglądać ich robot. Nietypowość tej pary polegała na ich absolutnej nie-zespołowości. Igor i Zosia byli artystami – marzycielami. Nie stworzyli prawdziwej drużyny, nie podzieli się pracą czy rolami. Tę parę wrzucono w rzeczywistość konstrukcji robotów, niczym Romea w ramiona praczki. Początkowo nie wiedzieli, co ze sobą począć, następnie włożyli w budowę miniatur robotów całe swe twórcze serca. Stali się wolnymi architektami, których sumo całkowicie odzwierciedlał ich artystyczne zapędy.

Niezwykły, finezyjny, oryginalnie skonstruowany – oto sumo artystów. Ten najdziwniejszy ze wszystkich robot wyglądał jak niepospolite, ulepszone podwozie dużego Wartburga kombi. Choć zespół miał nieprzeciętny projekt, to ich robot przegrał wszystkie walki. To wcale nie zasmuciło małych inżynierów. Z tego dziwnego mariażu dwóch indywiduum powstał najmniej skuteczny i najciekawszy sumo – robot.

Igor i Zosia staliby się prawdziwym utrapieniem dla żądnego zysków pracodawcy. Praca w zespole nie jest dla nich, tak samo jak wykonywanie cudzych poleceń. Oni zawsze będą realizowali własne projekty, czasem zupełnie nierealne i niepraktyczne.

Zespół z ograniczoną odpowiedzialnością

Maciek i Karol – niepozorni, grzeczni, odrobinę nieśmiali. Obaj chłopcy pokładali wszelkie nadzieje w konstruktorskie możliwości drugiej osoby. Między chłopakami było widać nić porozumienia. To za mało, by wygrać, ale wystarczająco, by bez sporów zbudować skomplikowanego robota. Możliwe że wynik byłby lepszy, gdyby zespół wytyczył wyraźniejszą granicę własnej odpowiedzialności. Maciek i Karol nie podzielili się pracą.

Ani jeden ani drugi chłopiec nie próbował przejąć inicjatywy w programowaniu i przeróbkach. Byli zniechęceni i znudzeni. Obaj potrzebowali inspiratora, silnego charakteru, który zmobilizowałby chłopaków do tworzenia odważniejszych konstrukcji. W rezultacie Maciek i Karol zbudowali sumo, który niewiele się od nich różnił. Również był niepozorny, nie rzucał się w oczy. Był za to porządnie skonstruowany. Miał tylko jedną dużą wadę, był zbyt lekki. – Nasz sumo nie jest ciężki ani silny, ale się staraliśmy – mówi Maciek.

Chłopcy byli odrobinę nieśmiali, ale potrafili dzielnie kibicować innym, dlatego w kategorii uczciwa gra dostali dodatkowe punkty i zajęli trzecie miejsce.

Ekspert i spółka

Piotrek, Szymon i Filip stworzyli drużynę 10-letnich chłopców, w której wszyscy mieli silne charaktery, ale to Piotrek okazał się najbardziej przebojowy. Mógłby być typowym gospodarzem szkoły. Stał się kierownikiem, zarządcą drużyny z lekko despotycznymi skłonnościami. To Piotrek wydawał polecenia, to on był najgłośniejszy i najbardziej rozmowny.

Ich komunikacja przypominała licytację, z tym że ostatnie słowo należało zawsze do Piotrka. Jego silna pozycja była widoczna w zespole, a także na forum całej grupy. Przywódca był pewny siebie, a momentami nawet buńczuczny, przez niego drużyna straciła punkty za nieposłuszeństwo i grę nie fair play. Drużyna przywodzi na myśl rekiny z korporacji, w której zachodzi się daleko, ale kosztem bezwzględnej rywalizacji.

Lider i spółka stworzyli zwycięską drużynę. Ich sukces w pełni zależał od przebojowego kierownika. Nie brakowało im jednak szczęścia. Zwyciężyli wszystkie walki, zremisowali tylko z jedna drużyną, partnerami.

Partnerzy

Partnerzy, czyli Kuba i Krzysiek. Jaki to był zespół? Taki, którego członkowie poświęcili osobiste ambicje w imię solidarnego działania. Zespół jednego, wspólnego celu – stworzenia najlepszego sumo-robota. Chłopcy równo podzielili się obowiązkami, razem pracowali, wspólnie konstruowali robota, nawet podobnie wyglądali i byli równi wzrostem.

Byliby pupilami w klasie, lubiani zarówno przez uczniów jak i nauczycieli. Zachowywali się spokojnie, z godnymi minami przyjmowali wszelkie uwagi i krytykę. Sami poprawiali robota aż trzy razy. Niezmordowanie, z uporem osła i cierpliwością petenta w urzędzie skarbowym , dopracowywali każdy szczegół małej maszyny z klocków. Stworzyli drużynę, będącą wzorem partnerstwa. Niejedna osoba chciałaby być członkiem tak zgranego zespołu.Rezultatem ich pracy był masywny sumo o trzech silnikach, który kształtem przypominał wyrośniętego trabanta.

Symbiotyczny układ Kuby i Krzyśka zaowocował sukcesem- chłopcy zdobyli drugie miejsce w konkursie sumo. W ich przypadku brak lidera okazał się zbawienny. Upór, determinacja i samodzielność Krzyśka i Kuby nie pozwoliłyby im podporządkować się jednej osobie, której mieliby się bezwzględnie słuchać.

Lubiani, pracowici i samodzielni byliby idealnymi pracownikami.

Młode zespoły

W młodych zespołach kilka statystyk może zaskakiwać. Tylko jeden z nich miał lidera. Większość zespołów pracowała kreatywnie, ale to wcale nie zapewniło im sukcesu. Połowa drużyn podzieliła się pracą, co z kolei przełożyło się na zwycięstwa w walkach.

A.Przedpełska