Nie będzie litości dla niezdyscyplinowanych

0
1105
views

Krzyki, awantury, ścisk w kolejkach – tak było we wtorek w bydgoskiej przychodni sportowej. – Czekało naraz kilkadziesiąt osób, bo znowu wielu przyszło nie w swoim terminie – tłumaczy dyrektor. I zapowiada, że więcej na to nie pozwoli.

Kolejki w Wojewódzkiej Przychodni Sportowo-Lekarskiej to już norma. Na wąskich korytarzach tłoczy się zwykle kilkadziesiąt osób, z których dla większości nie ma miejsc na ławkach. Siadają na ziemi, podpierają ściany.

Wielu dorosłym, którzy przyprowadzają na badania swoje dzieci, w przychodni sportowej siadają nerwy. Codziennie dochodzi tu do kłótni. Takiej awantury jednak jak we wtorek jeszcze tu nie było.

– Krzyki rodziców na całą przychodnię, o mało co nie doszło do rękoczynów – opowiada jeden z naszych czytelników.

Dyrektor przychodni Andrzej Rakowski twierdzi, że tłumy w kolejkach to wina pacjentów. – Zapisujemy sto osób na dany dzień, czterdzieści nie przychodzi – tłumaczy. – Zjawiają się tłumnie za dwa dni i mówią, że musimy ich przyjąć, bo w sobotę grają mecz, a bez aktualnych badań nie mogą. Można sobie wyobrazić, jaki bałagan powstaje. Sportowcy nie szanują czasu lekarzy, nie obchodzą ich inni czekający w kolejce, a potem cała złość rodziców skupia się na nas, bo mówią, że nie potrafimy zorganizować pracy – ubolewa.

Przychodnia przy ul. Rejtana jest jedyną tego typu w województwie.

– Jeśli zawodnik ma mieć kompleksowe badania: EKG, badanie krwi, próbę wysiłkową, wizytę u laryngologa, okulisty, ortopedy, neurologa – to zwykle musi przygotować się na dwie wizyty. Najkrótsza próba wysiłkowa trwa od 10 do 15 min. Specjalista może więc maksymalnie przyjąć pięćdziesiąt osób dziennie – tłumaczy dyrektor. – Na dodatek lekarzy sportowych jest w kraju bardzo mało. Ja mam zaledwie dwóch.

Dlatego dyrektor we wtorek zdecydował się, że nie będzie więcej taryfy ulgowej dla niezdyscyplinowanych pacjentów. – Po każdej wizycie wyznaczamy termin kolejnej. Jeśli pacjent nie zjawi się w wyznaczonym dniu i nie powiadomi nas o tym wcześniej, nie ma co liczyć na przyjęcie przez lekarza. Będzie musiał poczekać do kolejnego wolnego terminu. Żeby nie było tłumaczeń: „zapomniałem”, będziemy powiadamiać o zbliżającym się terminie badań. Pacjent dostanie SMS-a lub e-maila na dzień lub dwa przed wyznaczonym terminem. Może ta forma, okaże się na tyle dokuczliwa, że sytuacja się wreszcie poprawi – mówi Rakowski.

Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz

(HL)