Uzależnieni od facebooka

0
688
views

Uzależnieni od Facebooka, czy też ekshibicjonizm stosowany? Do czego Państwo używają na co dzień Facebooka? Czy do rozmawiania z innymi?

Do kontaktowania się ze znajomymi i rodziną – czyli do tego, do czego zostało to narzędzie stworzone? A ile mają Państwo „znajomych” czy też „przyjaciół” na FB? A ilu z nich Państwo znają? Podobno psychologowie twierdzą, że można utrzymywać relacje ze 150 osobami. A czy dają Państwo zarobić FB klikając w reklamy, które wyświetlają się na stronie?

Kto z Państwa stał się uzależniony od FB? Kto stworzył sobie drugiego aliasa z profilem, żeby oglądać bez żenady kto się wpisał na swoim oficjalnym koncie? Kto z was ścigał się z innymi jak wielką liczbę znajomych mogą uzyskać na koncie? Kto nigdy nie zastanawiał się kogo przyjmował do grona facebookowych znajomych? Kto skomentował dodany link, i czy Kaśka czy inna Jola nie dostała więcej komentarzy i kliknięć, że ją lub jej wypowiedź lubią? Kto używa tego alternatywnego aliasa do obrabiania czyjejś dupy (za przeproszeniem)? Kto ma FB w komórce, tak, żeby być zawsze dostępnym i aktualnym? Żeby wiedzieć co, gdzie, kiedy i po co? Kto uruchomił już funkcję powiadamiania wszystkich gdzie się jest (albo gdzie jest komórka) w danym momencie?

Przyznam że na większość tych pytań odpowiedziałbym negatywnie, ale to ile czasu spędzam na tej stronie jest zdecydowanie przesadą. Na szczęście mój telefon nie ma możliwości otwierania takich aplikacji (mam już starocia, choć ma zaledwie 18 miesięcy!). Szczególnie możliwość powiadamiania wszystkich wszem i wobec, gdzie właśnie się znajduję napawa mnie bojaźnią (przez tyle lat policja i inne służby chciały się dowiedzieć, gdzie kto jest, a teraz sami dajemy im tą informację bezdurno!) I wcale nie śpieszę, żeby dostać takiego, co takie możliwości by posiadał. Po co mi to? Żebym jeszcze więcej czasu spędzał w sieci? Nie to nie dla mnie.

Pamiętam jak się wzbraniałem przed posiadaniem konta na FB. Długo to trwało, ale to były bardzo odległe czasy, ledwo przypominam sobie kiedy (choć było to 2 lata temu). Czasem zdarza mi się żałować, że założyłem konto, ale nigdy aż tak, żeby go zlikwidować. Kontakt z osobami w Polsce chyba jest najłatwiejszy przez tą stronę
Przypominam sobie, że zacząłem przygodę bo miałem za dużo czasu w pracy i się nudziłem. Pracowałem nocami pilnując hotelu w którym nic się nie działo (generalnie, z małymi wyjątkami) i potrzebowałem czegoś do zabicia czasu. Ile można ciupać w pasjansa? Bez przesady. Nadal zdarza mi się w pracy wejść na stronę FB, ale już nie jest to tak częste jak kiedyś – zmieniłem pracę na lepszą.
Dziś czuje się uzależniony od FB i wcale nie jest mi z tym dobrze. Owszem to jest wygodne miejsce, odkąd prawie wszyscy przeszli z naszej klasy – nie trzeba wędrować między stronami. Można porozmawiać z dostępnymi. Wiem, co się dzieje w kraju (profile gazet na FB). Jak mam za dużo czasu to zawsze można w coś zagrać (choć już nie w farmę, bo mi się znudziła).
Jednak coraz częściej dochodzę do wniosku, że czas na FB to czas stracony. Chyba, że mieszka się gdzieś w Egipcie i twoje wpisy pomogły obalić istniejący tam rząd.
Niestety w Europie (może poza Białorusią i Krajem Naddnieprzańskim) takich możliwości w zasadzie nie ma. Owszem tworzą się różne grupy, do których można się dołączyć. Moją ulubioną jest: „śpię krótko nie wysypiam się, śpię długo nie wysypiam się, co do kur….” Takich grup jest mnóstwo. Niewiele jest takich inicjatyw, które mogłoby się równać ze znaczeniem z egipskimi zawołaniami do obalenia prezydenta Mubaraka. Czy to tylko syndrom Europy, z jej ugruntowaną demokracją? Nie wiem.
W każdym razie FB staje się coraz nudniejszy i jeśli pan Zuckerberg czegoś nowego nie wymyśli, to zostaną mu tylko tacy, co są uzależnieni od jego strony – mnie dawno już tam nie będzie.

www.Zielonydziennik.pl, Artur Pomper