"Szpieg" w reżyserii Tomasa Alfredsona

0
1104
views

Druciarz, Krawiec, Żołnierz, Szpieg – Tinker, Soldier, Soldier, Spy…  Obejrzałem sobie film – sensację sezonu. Opowieść o szpiegach, na podstawie bestselleru Johna le Carre – „Druciarz, Krawiec, Żołnierz, Szpieg”. To opowieść wzięta z kart historii.

Największą porażką Anglików w świecie szpiegowskim wszechczasów był Kim Philby – szpiegował dla Moskwy, będąc jednym z najważniejszych ludzi odpowiedzialnych za bezpieczeństwo Imperium Brytyjskiego. Znalezienie szpiega Kremla jest kanwą opowieści le Carra, oraz tego filmu. Sam John le Carre sam był agentem niegdyś służb specjalnych.

Jeszcze raz obejrzałem sobie zwiastun filmu. I muszę powiedzieć, że zwiastun jest genialny. Nic nie zapowiada, że dwie godziny filmu będą się wlec niemiłosiernie. To nie jest zarzut. Proszę mi uwierzyć. Bardzo mi się podobał ten film, ale po tygodniu nie mogłem przypomnieć sobie co ja w kinie obejrzałem. Bo to nie jest film szpiegowski w sensie tego słowa, pomimo tytułu. To nie film o agencie 007, który z mocą swoich zabawek, z niebywałym wdziękiem i szykiem (i kobietach upajających się w jego ramionach) ratuje świat. To też nie Jason Bourne kiedyś grany przez Chamberlaina, a potem przez Matta Damona – spec wschodnich sztuk walk z milionowym kontem gdzieś w Szwajcarii poszukującym swojej tożsamości. Film pod polskim tytułem „Szpieg” (kiedyś muszę napisać co myślę, o polskich tłumaczeniach angielskojęzycznych tytułów) jest zupełnie inny. Tamte filmy to wartkie, pełne akcji przygody nieustraszonych agentów, którzy nie boją się śmierci.
Film Tomasa Alfredsona to zaprzeczenie gatunku. W ciągu dwóch godzin są dwie sceny z szybszą akcją, może dziesięć minut. Reszta to powolna, misterna intryga. Odesłany na przymusową emeryturę Smiley (Gary Oldman) dostaje zadanie. Nikt inny by się nie podjął, bo zadanie jest niebezpieczne. Krąży plotka, że Moskwa zwerbowała podwójnego agenta. Szpieguje dla Moskwy. Problem w tym, że jest to osoba z samego kierownictwa służb specjalnych. Jest czterech podejrzanych: Druciarz, Krawiec, Żołnierz, Szpieg. I to właśnie Gary Oldman ma udowodnić, który z nich nim jest. Zadanie nie jest łatwe. Każdy ma coś do ukrycia, gdy się jest szpiegiem. Każdy z podejrzanych może się z tobą rozprawić. A to nie jest towarzystwo chętne do zwierzeń. Tajemnice to codzienność. Konieczność.

Przeczytałem gdzieś, że Gary Oldman grający głównego bohatera, pana Smileya, powinien dostać za swoją rolę Oskara. Tylko, że film nie zalega w pamięci, jak na „Bondy”. Nie ma takiej siły rażenia, choć intryga jest świetna. Niestety, momentami wydaje się, że film jest po prostu za długi, a na ekranie nic się nie dzieje. Bo pan Smiley to starszy pan, który w zasadzie pracuje zza biurka. To analityk, który zebrawszy dane przetwarza je, żeby uzyskać rezultat – czyli w tym wypadku wytropienie zdrajcy

Obraz Alfredsona jest poniekąd historią prawdziwą. Albo przynajmniej opartą na prawdzie. Gdyż zdrajca w łonie angielskiego wywiadu rzeczywiście został ujawniony. W rzeczywistości Kim Philby – największa porażka angielskiego wywiadu – został z przewieziony do Rosji i tam, jak wieść gminna niesie dokonał swojego żywota. Za swoją służbę dostał wszelkie możliwe odznaczenia państwowe, włącznie z medalem Bohatera Związku Radzieckiego. Philby oczywiście musiał się podzielić z mocodawcami wszystkimi informacjami jakie posiadał. Co się stało z jego odpowiednikiem – zobaczcie sami. Bo choć nie ma tam budzących krew w żyłach pościgów, czy niezmiernej ilości strzałów, ani super-hiper-efektownych popisów kaskaderskich. Ani genialnych scen walk wręcz, ani gadżetów, które każdy z nas pragnąłby mieć. Choć trup nie ściele się gęsto, a chmara niesamowicie atrakcyjnych kobiet nie wskakuje do łóżka głównemu bohaterowi, to jest zajmujący film. I choć momentami jest dość powolny i ciut przydługawy, to z pewnością nie jest to stracony czas. Jest to popis aktorskich możliwości Garego Oldmana oraz Colina Firtha, oraz plejady innych aktorów – bo to trzeba oddać twórcom filmu – lepszej obsady ze świecą szukać.

„Szpieg” w reżyserii Tomasa Alfredsona – gorąco polecam

Artur Pomper