Słowa, słowa, słowa…

0
796
views

Można je artykułować po to, by mówić bądź po to, by powiedzieć. Jestem zwolennikiem tego drugiego, ponieważ wolę przekazywać nimi własne myśli i uczucia. Nie lubię klepać tylko po to, by nasycić własne ego.

Nie wiem co wolą inni i, szczerze przyznam, nie zamierzam tego ustalać. Byłam, jestem i będę orędownikiem wolności myśli i słowa, właśnie. Ale…
I znowu pojawia się to moje demoniczne „ale”! Ale, nie bardzo rozumiem jak można odbębnić sukces kongresu kultury podpisując deklarację informującą o tym, że… zaparafowano list intencyjny w sprawie – uwaga – Paktu dla Kultury, który posłuży opracowaniu masterplanu dla Bydgoszczy!

Zatem, przez ostatni rok toczono dyskusje po to, by po trzech kolejnych i przegadanych dniach poinformować naród o konieczności kontynuowania rozmawiania. Tym razem o pakcie, a potem o masterplanie. Operę Nova budowano przez 30 lat – kulturalny masterplan Bydgoszczy ma szansę powstać szybciej, bo do końca listopada – uf!

Bez „uf!”, a raczej z zażenowaniem, przeczytałam list otwarty dyrektora wrocławskiego teatru do prezydenta Bydgoszczy. Otóż, zarzuca on Rafałowi Bruskiemu, że – przewidywałam to w jednym z ostatnich komentarzy – wprowadza „cenzurę ekonomiczną” na działalność instytucji kultury. Czytaj: Teatr Polski w Bydgoszczy, w którym w czasie ostatnich kilku lat zarządzanie finansami urągało wszelkim zasadom – nie tylko przyzwoitości.

Zatem, dyrektor z Wrocławia, takie można odnieść wrażenie, jest zwolennikiem przekazywania miejskiej kasy do miejskiej instytucji i… nie rozliczania jej. Jak na moje, to wszystkie instytucje i jednostki komunalne podlegają temu samemu prawu i jeśli ktoś je „cenzuruje ekonomicznie” to państwo, które owe zasady w stosownych ustawach określiło. Jeżeli się chce ktoś z owego kieratu uwolnić, to – czy mu się to podoba, czy nie – ma tylko jedno wyjście. Może założyć swój prywatny teatr i nie liczyć już więcej na publiczne pieniądze. Poza tym prezydent, który pozwoli na łamanie prawa, sam je łamie – tak właśnie skonstruowana jest odpowiedzialność za to, co dzieje się w samorządach.

I jeszcze jedno – każdy obywatel, dowolnie wybranego państwa podlega „cenzurze” obowiązującego w nim prawa. Podobnie jak ja. Choć pracuję w zawodzie zaliczanym do artystycznych muszę stosować się do zapisów: prawa prasowego, Kodeksu karnego, Kodeksu etycznego, ustaw podatkowych i wielu, wielu jeszcze innych zasad określonych w rozlicznych dokumentach. I jakoś nie czuję się „cenzurowana”.

Cóż, nawet wtedy, kiedy praczłowiek siedział na drzewie, obowiązywało prawo. Prawo natury!
„Powiedziałam”, czy „naklepałam”?

la'a kea

P.S.

Oceńcie Państwo sami.

Artykuł, który wywołał burzę.

List otwarty dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu