Pielgrzymka – czyli pójdę przed siebie

0
1377
views

Tydzień temu wróciłam z trwającej dziewięć dni pielgrzymki do Częstochowy. Wyruszając kłębiły się we mnie mieszane uczucia strachu i nadziei. Z jak wielkim szczęściem mogę teraz powiedzieć, że nadzieje zostały spełnione, a strach uleciał. Najważniejsze są jednak dla mnie przeżycia z tych kilku dni, oraz nauka, jaka z nich wypłynęła.

Ta pielgrzymka była ukazaniem łatwiejszego życia. Pomimo zmęczenia, bolących stóp z pęcherzami, spragnienia, głodu, zimna, deszczu, gorąca i prażącego słońca, była łatwiejsza niż codzienne życie w wygodzie. Idąc, łatwiej było poczuć szczęście. W trakcie tych dziewięciu dni, nie istniały skomplikowane sprawy, towarzyszące zwykle społeczeństwu. Człowiek szedł przed siebie, nie martwiąc się, co może się zdarzyć. Było się otwartym na wszystko i wszystkich. Ludzie się do siebie uśmiechali, rozmawiali i śpiewali. Nikt nie martwił się o to, jak wygląda, bo nikt nikogo nie oceniał. Tak samo nie martwiono się, czy czegoś może zabraknąć, bo za wiele nie potrzebowano. Tamto życie było prostsze. Polegało na radowaniu się, przezwyciężaniu własnych granic, co tylko wzmacniało, a także trwaniu w jedności.
W świecie codziennym (nie chcę, aby rzeczywistym) jest trudniej się cieszyć. Ludzie mają zbyt wielki wybór, więc nie cieszą się małymi rzeczami, a także bliskością. Za dużo wymagają, uważają, że na wszystko zasługują. Są znudzeni, nie mają dla siebie zajęcia. Przy tym wszystkim stają się bardzo samotni. Nie wiedzą, co z sobą zrobić. Starają się udoskonalić dni błahymi, kolorowymi błyskotkami, nie zwracając uwagi na rzeczy wielkie i małe, ale zawsze proste. Jednak to właśnie w tej prostocie tkwi sekret, a dobra, które ją zachowały, pomimo swojej ogólnej dostępności, okazują się jednak dawać największą radość. Ludzie, ciągle zajęci, wierzą, że ich szczęście znajduje się w odległej przyszłości, nie myśląc nawet, iż może być ono na wyciagnięcie ręki. Zamiast iść prostą drogą, sami wkraczają do labiryntu złudnych pragnień. Nie rozumieją, że prawdziwe szczęście tkwi w nich samych.
Pielgrzymka nauczyła mnie, jak przejmowanie się codziennymi sprawami może zniszczyć radość. Jak dylematy pokroju, „co ugotować na obiad”, „w co się ubrać”, lub „co kupić” niszczą piękno dnia.
Na pielgrzymce nauczyłam się również, że szczęśliwy człowiek długo nie analizuje, tylko płynie z prądem, idzie tuż przed siebie, śmiejąc się, nie wahając, poznając i przyjmując z wdzięcznością wszystko, co może otrzymać.
Gdy szłam prostą asfaltową drogą, nie odchodziły od niej zakręty, nie było wtedy innych opcji, oprócz pójścia w jedną stronę. Szłam przed siebie i byłam szczęśliwa. Każdy stawiany krok był dowodem siły. Każdy uśmiech- jedności ludzkiej. Łatwo było wtedy nawiązać kontakt z innymi, śmiać się, żyć po swojemu. Kiedy jest się w wielkim mieście, pełnym ulic i małych dróżek, człowiek marnuje czas na rozmyślanie gdzie skręcić, zamiast podjąć decyzje i cieszyć się jej owocami.
Teraz mogę powiedzieć, że zrozumiałam, co znaczy powiedzenie „pierwszy wybór jest najlepszym”. Później tylko i wyłącznie strach każe nam analizować sytuacje. Mam nadzieję, że kiedyś wyuczę się sztuki, w którą już na szczęście uwierzyłam. Mówi ona, iż przeznaczenie (lub jak ja uważam, Bóg), zawsze będzie nas prowadzić ku dobremu i osiągnięciu szczęścia. Już kilka miesięcy temu przywykłam do myśli, że jeśli coś się zdarzy, to musi tak po prostu być. Możemy się sprzeciwiać, ale moim zdaniem, zabierze to nam jedynie czas i energię. Lepiej jest jednak, widzieć tylko jedną, prostą drogę, nawet, jeśli (co może utrudniać sprawę), nie widzimy, co znajduje się na jej końcu.
W wakacje często dorabiam sobie, jako ekspedientka w sklepie. Często klienci wybierają pewne produkty przez piętnaście, dwadzieścia minut. Teraz już rozumiem, co mają na myśli mówiąc, „ za duży ma pani tu wybór”.  Wybór ten, przysłania nam widok na najważniejsze cele. Niestety ludzie polubili komercyjną odmienność, wynikającą, z posiadania towarów, dla innych niedostępnych. Każdy chce być bohaterem i się czymś wyróżnić. Półki w sklepach są, więc zapełniane, w celu przyciągnięcia uwagi potencjalnych klientów i zarobienia większej ilości pieniędzy. Sytuacja taka kończy się zaś, przyćmieniem przez kolorowe etykietki, prawdziwych potrzeb ludzkich. Osobiście wolę bohaterów małych i cichych, nie do końca się wyróżniających.
Gdy byłam na pielgrzymce nikt nie rozmyślał o swoim stroju, który miałby go wyrażać. A jednak spotkałam tam bardzo wartościowych ludzi. Gdzie każdy odróżniał się swoją historią, emocjami, pasjami. Ludzie szli przed siebie wierząc w swoje intencje oraz zapominając o wszelkich, pozornie ważnych sprawach. Sposób ich myślenia, że życie jest proste, naprawdę je takim uczynił.
Ja natomiast po powrocie z pielgrzymki, stwierdzam, że jako ponoć nierozważna i romantyczna, przestanę się zastanawiać i pójdę przed siebie.