Dziennik emigranta: życie jest za krótkie żeby pić słabe wino!

0
791
views

11.03.2011 Torquay

Dziennik emigranta: życie jest za krótkie żeby pić słabe wino – czyli opowieść o największym supermarkecie w Wielkiej Brytanii.

„Życie jest za krótkie, żeby pić słabe wino” – tak mówi mój szef ze sklepu z winami w którym pracuje. Zanim zacząłem pracować dla niego wierzyłem, jak znakomita część społeczeństwa angielskiego, że można znaleźć w supermarkecie dobre wino za pięć funtów. I mnie się udawało takie wina znaleźć. A jak miałem okazje i kupić wino przecenione z 10 na pięć, to byłem szczęśliwy i zadowolony, jaki interes udało mi się zrobić.
Dziś wiem więcej. Wiem, że wino które w supermarkecie przeceniono o połowę z pewnością nie jest warte pełnej kwoty. Jego cena została sztucznie wywindowana, żeby ją z premedytacją obniżyć. Nieświadomy klient będzie zadowolony – bo zaoszczędził pieniądze, przynajmniej w jego świadomości. Dla supermarketu to nieważne jaką cenę postawi na półce, i tak zapłaci za to producent, a on zbierze marżę. Ale nie byłoby to możliwe, gdyby nie to jak silne stały się supermarkety w Wielkiej Brytanii.

Tym supermarketem jest Tesco, ale nie tylko ono uprawia taki proceder na Wyspach. W zmowie są wszystkie pozostałe supermarkety wielkiej czwórki – Tesco, ASDA, Sainsbury i Morrisons. Część z nazw pewnie nic wam nie mówi, ale do szanownego grona należy też Lidl, którego można spotkać w coraz to nowych miejscach w Polsce, oraz niszowy wciąż Marks&Spencer. Ta sytuacja jest możliwa dlatego, że te cztery wielkie supermarkety mają wiodącą rolę w sprzedaży produktów spożywczych w Wielkiej Brytanii. To oczywiście sprawa cen, którą są tam rzeczywiście niższe, ale możliwe to jest dzięki efektowi skali. Cała czwórka i sieci mniejsze mogą narzucać na Wyspach ceny według swojego uznania. Tesco i Sainsbury zatrudniają łącznie ponad pół miliona osób w Wielkiej Brytanii, a czysty zysk tego pierwszego to trzy miliardy funtów! I ten zysk się zwiększa nawet w czasach kryzysu. Totalna sprzedaż samego Tesco to ponad 40 miliardów funtów rocznie i wciąż rośnie. Ile to jest? Po przeliczeniu jest to około 200 miliardów złotych, a dla porównania w tym roku dochody budżetu Polski to jakieś 265 miliardów złotych. To pokazuje skale, w jakiej obraca się Tesco. Porażające, prawda?

Do Polski to nie dotarło, ale tu na Wyspach Tesco to nie tylko spożywczak, mniejszy czy większy. Tutaj ma ponad 2600 punktów sprzedaży od wielkopowierzchniowych sklepów do takich maleńkich przy stacjach benzynowych czy w szpitalach. Drugie tyle ma za granicą – najwięcej w Tajlandii(ponad 600), Polsce(ponad 600) i Południowej Korei(ponad 300). W angielskim Tesco możesz wziąć kredyt, Tesco może być twoim operatorem komórkowym. Tesco wybudowało też mieszkania, oferuje ubezpieczenia mienia, zwierząt na ubezpieczeniach na życie. A w sklepach i w sprzedaży wysyłkowej można kupić oprócz żywności także ubrania, zabawki, meble, komputery, wspomniane już telefony, rzeczy do ogrodu, elektronarzędzia, biżuterię czy elektronikę, żeby tylko na tym skończyć, bo jest tego znacznie więcej. Choćby stacje benzynowe przy sklepach, firma fonograficzna, czy producent filmów – Tesco to małe państwo w państwie. A każdy zatrudniony ma dodatkowo jeszcze rabat na zakupy – niby niewiele, bo 10% ale to dodatkowo nakręca sprzedaż jeśli jest takich osób prawie ćwierć miliona!

Polska z ponad sześciuset sklepami jest też przykładem, że Wyspy stały się za małe dla Tesco i ono musiało rozwinąć działalność poza ich granicami. Jeszcze chwilę, jeszcze niedługo w Polsce będziecie mieli dokładnie to samo co w Anglii i nie chodzi mi tylko o kartę stałego klienta, na której możecie zbierać punkty, żeby wymienić je na coś innego. Oczywiście ze sklepu! W Wielkiej Brytanii samo Tesco odpowiedzialne jest za 30% sprzedaży detalicznej! W Polsce jeszcze trochę brakuje, ale pewnie już niedługo. Strzeżcie się Polacy!

Artur Pomper